Na granicy w imieniu Kambodzan przywitalo nas Tourist Transport Association, czyli lokalna mafia transportujaca turysow do Siem Reap, twierdzac ze innego sposobu nie ma. Ich wersje potwierdzaja wlasciciele okolicznych hoteli, ktore nie wiedziec czemu reklamuja sie napisami "Karaoke" i zdjeciami pol nagich pan - jakis nierzad czy co?! ;) Nie bylybysmy jednak soba gdybysny nie wytargowaly ceny nizszej o 4 dolary niz pozostali. (Tu szczegolnie niskie uklony w strone kolezanki Biernat, ktora targuje sie absolutnie ze wszystkimi o absolutnie wszystko.) W efekcie ladujemy w czarnej toyocie camry, ktora juz wkrotce okaze sie ulubiona marka mieszkancow Kambodzy, nie wiedziec czemu z kierownica po prawej stronie mimo prawostronnego ruzhu (czycby wczesniej byl to ulubiony samochod Tajow?). Na szybie widac wyrazne pekniecia w ksztalcie kul. Barzdo szybko przekonujemy sie jednak, ze to kamienie z drogi, ktorej stanu nie oddal by slowami sam Mickiewicz. Sprobuje zatem Wam to zwizualizowac. Wezcie kartke papieru, dokladnie ja pognieccie (dopuszczalne zgniecenie w kulke), nastepnie rozprostujcie, ale nie przesadnie, zrobcie w niej kilka dziur, po czym posypcie kocim zwirkiem. Teraz dodajcie jeszcze tumany kurzu i jestesmy w domu!
Po trzech godzinach takiej trasy docieramy do Siem Reap, ktore jest miastem wypadowym do Angkor Wat. Tam spedzamy kolejne trzy dni. O tym kompleksie swiatyn bedacych swiadectwem kunsztu i bogactwa kultury Khmerow napisano juz chyba wszystko co sie da, dlatego tez my sobie darujemy odsylajac do niezastapionego google, badz wikipedii. ;) Angkor Wat ma to do siebie, ze poza biletem wejsciowym, wszytsko kosztuje w nim 1 USD: woda, pranie, flety, pocztowki, branzoletki, ciastka i papier toaletowy. Na pytanie: How much?, zawsze w odpowiedzi slyszy sie magiczne: lan dolar lejdi, for ju weri czip!
Zdradze, iz udalo nam sie w jednej ze swiatyn (Ta Phrom), w ktorej krecono pierwsza czesc Tomb Raider'a przydybac ekipe krecaca sequel tego arcydziela amerykanskiej kinematografii. Zdjecia z planu juz wkrotce...
qczi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz